Pewnego słonecznego dnia, Kasia
wybrała się na spacer do parku, który o tej porze roku był bardzo kolorowy ,a
liście spadały z drzew (była jesień). był on oddalony od jej domu o około 4 kilometrów . Kasia usiadła na ławce i słuchała ćwierkania
ptaków, nawet nie zauważyła kiedy zasnęła. Gdy się obudziła miejsce wypoczynku
było już pokryte ciemnością a na niebie świeciły gwiazdy, była pełnia księżyca.
- „Musi już być bardzo późno”
pomyślała
Podwinęła rękaw kurtki, aby
spojrzeć na zegarek, ale ku jej zdziwieniu zegarka na ręce nie było- pewnie go
nie zabrałam. Postanowiła ,że zapyta o godzinę Panią, która przechodziła koło
niej.
- Przepraszam, krzyknęła i
podbiegła do kobiety
- Tak?!- odpowiedziała trochę
zdziwiona .
- Wie Pani może, która jest
godzina?- zapytała Kasia
- Jest wpół do dziewiątej! –
odpowiedziała - Rodzice na pewno się o mnie martwią – powiedziała Kasia i
odeszła .
- Do widzenia! – krzyknęła
kobieta ,ale dziewczynka już jej nie słyszała.
Kasia chodziła po parku, ale nie mogła znaleźć drogi, którą
tu przyszła. W
pewnym momencie zauważyła, że przechodzi któryś raz z kolei koło tego samego
drzewa ,a czarne chmury zakrywają niebo, księżyc i gwiazdy.
-„ Zaraz się rozpada”-
pomyślała
Teraz zamiast drogi do domu
szukała schronienia przed deszczem. Przypomniało Jej się, że w parku oprócz
boiska do kosza jest też plac zabaw, a na placu stoi drewniany zamek. W tym
momencie skierowała swoje kroki do budowli,
gdy już się tam znalazła zaważyła, że budynek w ciemności wygląda zupełnie
inaczej. W tym samym momencie gdy Kasia
otwierała drzwi lunął deszcz, wśród grzmotów słychać było skrzypienie zamykanych
drzwi. Od czasu do czasu wnętrze zamku oświetlały błyskawice. Nagle przez
okiennice drewnianego domku zauważyła czarną postać, która wyraźnie zmierzała w
Jej kierunku. Dziewczynce ciarki przeszły po plecach, nie wiedziała co ma
robić. Stała więc bez ruchu pod ścianą. Nagle usłyszała skrzypienie otwieranych
drzwi Kasia poczuła jak zimny pot oblewa jej czoło, a nogi stały się jak z waty
i ugięły się pod jej ciężarem. Nagle ktoś krzyknął…
- Zenek, Zenek – głos był nie
wyraźny, i dochodził z daleka
Kasia usłyszała szelest liści
i oddalające się kroki postaci, która jednak nie weszła do środka. Dziewczynka
odetchnęła z ulgą. Usiadła na podłodze i rozmyślała nad tym co ma dalej robić.
Myślała tylko o ty aby znaleźć się we
własnym łóżku z kubkiem ciepłego
i pachnącego kakao w ręce. Gdy rozmyślała o tym ,która to może być godzina
usłyszała bicie zegara na wieży ratuszowej wybijającego północ. No pięknie
pomyślała Kasia nadeszła godzina duchów, i jak na złość usłyszała jakby
szuranie, drapanie jakieś ciche piski. Dziewczynka znowu poczuła się jak w
koszmarnym śnie. To nie może być prawda zwinęła się w kąciku w kłębek i czekała co wydarzy się dalej. Serce biło
jej jak szalone, zamknęła oczy i ukryła twarz w dłoniach. Nagle poczuła jak coś
otarło jej się o nogę. Obezwładniający strach nie pozwolił jej na żaden nawet
najmniejszy ruch. Po chwili dziewczynka
zauważyła, że nic złego się nie dzieje, postanowiła opanować lęk i odsłonić twarz,
ku jej ogromnemu zdziwieniu strach mający wielkie oczy okazał się małym,
zagubionym, zmarzniętym psiakiem.
- Co ty tu robisz?- zdziwiła
się Kasia ,pewnie zgubiłeś się tak jak ja. Przytuliła psiaka do Siebie.
-Będzie nam cieplej-
powiedziała..
- Tak czy tak musimy poczekać
aż nadejdzie ranek.
Burza ucichła, przestało
padać.
-„Dobre i to pomyślała”-
dziewczynka.
Odważyła się wyjrzeć przez
drzwi i zobaczyła jakby ktoś chodził po parku z latarką. Po chwili usłyszała
nawoływania…
- Kasiu, Kasiu!
- Tu jestem- odp.
Byli to rodzice dziewczynki,
którzy poszukiwali Ją już jakiś czas. Uradowana dziewczynka wróciła do domu. Siedząc
w ciepłym łóżku pod kraciastym pledem obiecała sobie, że już nigdy nie zaśnie w
parku. Chodź przeżyła mrożącą krew w żyłach przygodę zyskała przyjaciela, który
od teraz już zawsze był blisko niej. Nazwała go Piorun.